piątek, 29 marca 2013

Rozdział 8

~Oczami Emily~

Gwałtownie się obróciłam...ujrzałam Evitę jak zwykle uśmiechającą się od ucha do ucha.
- No co młoda starych przyjaciół nie poznajesz?- spytała ściskając mnie.
- Nie zauważyłam was- skłamałam, wysilając się na uśmiech. Harry patrzył na mnie zdezorientowany.
- Widzę, że wyrwałaś nowe ciacho- zaśmiała się puszczając oczko do Hazzy- Zawsze miałaś szczęście do tych przystojniaków.
- Tsaa- mruknęłam.
- A no tak! Zapomniałabym, Robert chce z Tobą pogadać- burknęła, ona nigdy nie przepadała za Robertem tak jak John i Jack. Na samą wzmiankę o Robercie poczułam jak Harry ściska mocniej moją ręke.
- Nie mamy o czym- burknęłam.
- Wydaje mi się, że mamy- usłyszałam nagle głos Jonsona, aż podskoczyłam zawsze zjawiał się wtedy kiedy nawet się nie spostrzegłam.
- Kurwa! Nie strasz mnie- warknęłam.
- Kiedyś to lubiłaś- usłyszałam przy moim uchu. Evita widocznie wiedziała, że Hazz zaraz wybuchnie, więc pociągnęła go za ręke do Johna i Jacka.
- Wydaje mi się, że to "kiedyś" już dawno minęło i raczej nie wróci.
- Zawsze możmy spróbować od nowa- powiedział, przyciągając mnie do siebie i kładąc ręce bliko mojego tyłka- Wystarczy, że zotawisz tego pedała...- nie wytrzymałam i przyjebałam mu w twarz z otwartej dłoni. Złapał się za czerwony policzek, a potem ścisnął mnie za nadgarstki, aż zbielały mu kłykcie, a mi pojawiły się łzy w oczach.
- Posłuchaj szmato, nie będziesz tak ze mną pogrywać- powiedział szarpiąc mną.
- Puść mnie! To boli!- krzyczałam wyrywając się. Nagle Roberta odepchnął Harry, który pojawił się koło nas tak szybko niczym Edward ze Zmierzchu.
- Jeszcze raz ją dotkniesz, to pożałujesz, że się urodziłeś- warknął na niego.
- Hahh nie groź mi chłopczyku. Ta dziwka prędzej czy później będzie moja- powiedział z bezczelnym uśmiech. Hazza nie wytrzymał i rzucił się na niego z pięściami. Był wkurwiony na maksa.
- Harry! Hazza, proszę wracajmy!- krzyczałam przez łzy. To nic nie dawało.
- Evita! Pomóż!- krzyknęłam. Dziewczyna szybko podleciała z chłopakami. Anne z Amelią olały sprawę i dalej gadały, co chwilę rzucając w moją stronę gardzące spojrzenia. Chwilę później chłopacy odciągnęli ich od siebie. Fabian z Johnem trzymali wyrywjącego się Roberta, który miał rozcięty łuk brwiowy i wargę, a Jack uspokajał Hazzę, który patrzył z nienawiścią na Johnsona. Evita zaczęła prawić im kazanie, a właściwie drzeć się na całą okolicę. Nagle poczułam ostry ból brzucha, spływającą ciecz po nogach. Spojrzałam w dół i zobaczyłam płynącą strumieniem krew.
- Moje dziecko- powiedziedziałam niedowierzając. Nagle ból stał się taki ostry, że osunęłam się na nogach.
Ból.
Krzyki.
Krew.
Dźwięk karetki.
Ciemność.




Hej! Obiecałam, że będzie szybko no i jest. Do następnego xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz